„O szewcu, co to bez butów chadzał…”

Dziś chyba trochę z cyklu „zwierzam się” 🙂 Prowadzę tę firmę od dwunastu lat. Pamiętam początki, dzień, w którym ją rejestrowałam, będąc w siódmym miesiącu ciąży. Wielka niewiadoma, ale wspaniały czas. Przez te wszystkie lata różnie było – jak to w – szeroko rozumianym – biznesie. Hm, od zawsze lubiłam wyzwania – przeróżne zresztą – taki ze mnie uparciuch. Mam świadomość, że zabrzmi to pewnie tandetnie, ale wierzcie mi proszę – marzyć należy! Jestem trochę, jak tytułowy „dreamer” z kawałka Ozzy Osbourna – tandeta, wiem, ale cóż poradzić, kiedy się sprawdza. Chyba stąd się wzięło jedno z moich największych życiowych marzeń – wybudowanie własnego domu, co to w nim ukryję najbliższe mi stworzenia. Stało się! Decyzja podjęta – ruszyło. Wiecie, podjęcie decyzji, to jedno – a realizacja, to już zupełnie inna historia… – co nie oznacza wcale, że słabsza – yy… inna: absorbująca, energochłonna – pożerająca nawet 🙂 Samo tworzenie projektu – w tym miejscu muszę wspomnieć o ulubionym moim architekcie Grześku z gliwickiego MFA Studio – było… yy… różnie – ale wyszło nam chyba. Zresztą – spróbujcie proszę wyobrazić sobie współpracę architekta z projektantem wnętrz: „potrzebuję doświetlić sypialnię – mało światła” – i w komentarzu: ” nie możemy powiększyć okna na piętrze – źle będzie wyglądało na elewacji” – i różne takie tam… – historie 😉

Jakkolwiek – doświadczenie – bezcenne, dziękuję 🙂

Projekt – to jedno, a jego realizacja, to już zupełnie inna historia. Zaczęło się – podejmowanie setek bez mała decyzji na tematy, o których pojęcie mam równe temu, jak sprawnie wylądować na Marsie. Tylko wiecie, cooo… – to jest niesamowicie… wciągające. Totalna ekstaza! Co prawda, mój komentarz, że ciągnie mnie nie sama chęć posiadania domu, a jego – na każdym etapie – tworzenie, wywołała u wykonawcy najpierw osłupienie, a potem odpowiedź (dosłownie!): „cóż, ludzie mają różne… zboczenia” – no tak! Tak dokładnie jest! Dlatego właśnie, butnie pomyślałam sobie, że może chcielibyście poznać historię szewca, co to bez butów… – pisać? Wierzcie mi proszę – fascynujące przypadki, doświadczenia, chwile – i  odkrycie, że jakoś najtrudniej mi… projektować dla się 😉

cdn.

Blog