Tapety – sztuka na ścianie

Jakoś ostatnio tak mam, że chce mi się bardziej, mocniej – może podyktowane jest to tym, że od jakiegoś czasu (stanowczo za długo już ), mocno ćwiczę różne wnętrzarskie „sztuczki”… na sobie. I przyznać się muszę, żee… nie jest to łatwe i – o zgrozo! – jest to dla mnie jeden z trudniejszych projektów dotąd – ale o tym już było 😉 Dobra, nie ma co – jakkolwiek – dziś o tapetach trochę chciałam. 

 

Producentów jest trochę na rynku. Ja mam swoich ulubionych. Najulubieńszym jest Wall&decò. I wiecie, co fascynuje mnie w tych absolutnie fantastycznych plastycznych dziełach? – to, że korzystając z propozycji, kolekcji sprzed kilku lat – ona nadal odnajduje się we wnętrzach dziś. To po pierwsze! Po drugie – to, co tapety „robią” z przestrzenią, jest niesłychane! Mogłabym oczywiście pisać, jak je uprzytulniają, łagodzą – ale wiecie, co najbardziej mnie kręci w dobieraniu tapety do wnętrza? Uwaga – przyznaję się – one po prostu nadają charakteru – czasem nadają tonu, zadają szyku, czasem pazura – czasem „robią” za tło jedynie. Niepozornie, a to wielka „robota”, wierzcie… Ja mam tak, że bardzo lubię różne, yy… – nazwijmy to „inne” rozwiązania w projektowanych przestrzeniach. Nie przepadam za płytkowaniem łazienki „góra – dół”. Tapeta, w tzw. systemie wet doskonale odnajdzie się w takim miejscu. Można nimi oklejać meble, drzwi. Nie będę już w totalnym transie pisać o tym, jak taka łazienka wygląda – może uda mi się przekonać Was, pokazując kilka projektów z jej użyciem.

 

Dobra, przyznam się tylko jeszcze, że nie mogę się powstrzymać i w mojej osobistej łazience tapeta będzie również. Zaprosiłam pewną postać, która „machnie na ścianie przewrót” – będę miała do kogo gadać A gdybyście chcieli pooglądać dekoracje, o jakich piszę, zerknijcie proszę na Wall&decò, LondonArt – lub wpadnijcie do Design D10 w Gliwicach. Gdyby co – służę.

 

Fajnego dnia, tymczasem, j.

 

Blog